Marysia
Od 13 lat mieszkamy z mężem w Irlandii. W tym czasie 4 razy zostaliśmy szczęśliwymi rodzicami, mamy 3 chłopców (Paweł 11, Szymon 9 i Filip 6) i najmłodsze nasze szczęście to Marysia - 3 lata. Pierwsze 3 ciąże przebiegały bez problemu.
Natomiast przy Marysi (15 tydzień) lekarz w Polsce poinformował mnie, że dziecko będzie bardzo chore, będzie miało strasznie dużo wad, być może nie dożyje do porodu a nawet jeśli dożyje to umrze po urodzeniu. Wspomniał również o terminowaniu (usunięciu) ciąży, na co ja stanowczo, że "NIE... jeśli to ode mnie zależy, to będzie żyło”. Mówił o moim dziecku, jak o jakimś potworze. Nastraszył mnie tak, że pewnie większa część pacjentek skorzystałaby z propozycji.
Po urlopie wróciliśmy do Irlandii. Lekarze w szpitalu również stwierdzili, że dziecko ma chore serduszko i któryś z zespołów. Badania wykazały, że będzie to zespół Downa. Pytali, czy to coś zmienia, czy tak samo podchodzę do tej ciąży jak do 3 poprzednich... Oczywiście, że tak samo kochałam moje chore dziecko... to nic nie zmieniło.
Całą ciąże modliłam się o zdrówko dla Marysi, modliłam się o cud. Mimo, że Marysia urodziła się chora, to właśnie ona jest tym cudem. Kocham ją jeszcze bardziej niż w czasie ciąży. Chcę bardzo podziękować za wsparcie i modlitwę mojej rodzinie oraz znajomym.
Mieliśmy plan powrotu do Polski, ale czekaliśmy na termin operacji serduszka... do operacji nie mogliśmy podróżować i byliśmy zmuszeni zostać w Irlandii, ale czego się nie robi dla kochanej i bezbronnej istotki.
Operacja trwała 9 godzin, ale przebiegła pomyślnie.
Jeżeli któraś mama stoi w tym momencie na rozdrożu swojego życia, niech wybierze tę dobrą drogę, nie zawsze łatwą, ale dającą szczęście.
Wiem, że jeśli byłabym w kolejnej ciąży i kolejne dziecko miałoby urodzić się chore, to zawsze wybiorę życie.
Małgorzata


